Dobra i zła sztuka współczesna

Kategorie: Wszystkie | Polska | Świat | Kicz | Street art | Sztuka o... | Wolność sztuki
RSS
środa, 25 lipca 2007
Niewyraźny portret Zidane'a
Pokaz filmu "Zidane - A 21st Century Portrait" przeszedł na wrocławskim festiwalu Era Nowe Horyzonty bez echa, ale dla fanów sztuki było to prawdopodobnie najważniejsze wydarzenie tej imprezy. O "Zidane..." było głośno w świecie sztuki już od ubiegłego roku. Okładkę poświęcił mu nawet prestiżowy miesięcznik ARTFORUM. Media rozpisywały się o pionierskiej próbie stworzenia współczesnego wideo-portretu. Gwarancją sukcesu przedsięwzięcia mieli być twórcy - zdobywca nagrody Turnera Douglas Gordon i artysta wideo Phillipe Parreno . Pomysł był prosty - przez 90 minut meczu z Realu z Villareal z 17 kamer rozstawionych dookoła boiska filmować tylko Zinedine'a Zidane.

Zinedine Zidane

Kadr z filmu "Zidane - A 21st Century Portrait"

Na oficjalnej stronie filmu zebrano kilkanaście jednostrzałówek z recenzji zamieszczonych w największych światowych mediach. Oto kilka z nich:

"Sublime. The greatest football movie ever made"

Jason Salomns, THE OBSERVER

"Brilliant. A must-see"

Peter Bradshaw, THE GUARDIAN

"A masterpiece"

Leslie Felperin, VARIETY

"It's not just footbal, it's art. Fascinating. A remarkable study"

James Mottram, THE TIMES

I jeśli twórcy filmu chcieliby do tej listy dołączyć cytat z art.bloxa, wyglądałby on tak:

"Nuda. Film dla nikogo"

Strembol, ART.BLOX.PL

Dlaczego?

Zinedine Zidane

Kadr z filmu "Zidane - A 21st Century Portrait"

1. Pomysł był ambitny i pozornie genialny w swojej prostocie. Ale rzeczywistość zweryfikowała to, co urodziło sie w głowach Douglasa i Parreno, obnażając ułomności całego projektu. Bo w tym filmie nie ma nic, czego byśmy już nie widzeli, nie dowiadujemy sie z niego niczego, czego byśmy już wcześniej nie wiedzieli.

2. Problem w tym, że "Zidane..." jest zdecydowanie za nudny dla fanów piłki nożnej, a jednocześnie zdecydowanie za mało artystyczny dla miłośników sztuki.

3. Reżyserzy i montażyści nie dokonali tu niczego wielkiego. Żeby zobaczyć sportowe relacje na podobny m poziomie wystarczy obejrzeć jeden losowo wybrany mecz Ligi Mistrzów. Puszczane w przerwie skróty, montowane w niewiarygodnym pośpiechu, mają w sobie więcej emocji i finezji niż ten cały półtoragodzinny film.

4. Ale jak to wygląda w praktyce? - zapytacie. Sprowadza się to po prostu do oglądania przez 90 minut tylko Zinedina Zidane - nawet po golach kamera skupia się nadal na nim, pozostawiając to co dzieje się na boisku niedopowiedzianym. Dla tych, którzy nie przepadają za piłką nożna oglądanie przez 90 minut tylko jednego zawodnika może być pigułką nie przełknięcia. Ba, nie dałbym głowy, że bez problemów wytrzymaliby nawet wariaci z Z czuba i Supergiganta.

5. Czy jest w tym filmie coś nowatorskiego? Owszem. Jeszcze nigdy nikt nie skupił się tak długo na jednym zawodniku. Oglądamy go przez całe 90 minut i nie umyka nam żaden gest, żaden ruch. Dopiero w takim zbliżeniu zauważamy takie drobiazgi jak charakterystyczne zachaczanie czubkami butów o trawę.

6. Najciekawszą rzeczą jaką dowiadujemy się oglądając "Zidane..." jest to, jak samotnym można być na środku kilkudzisięciotysięcznego stadionu. Przez cały mecz Zidane jest skupiony - widać, że to walka przed wszystkim ze sobą - nie zwracamy uwagi resztę drużyny i przeciwników, mamy wrażenie, że Zidane walczy z czymś nieokreślonym i nienamacalnym. Uśmiecha się tylko raz podeczas całego filmu, żeby za raz potem zostać wyrzuconym za czerwoną kartkę.

7. Bo musicie wiedzieć (UWAGA SPOILER), że w meczu, który oglądamy jest wszystko - Real pierwszy traci bramkę i musi gonić Villareal. Królewscy wyrównują po asyście Zidana, a za chwilę strzelają bramkę na 2:1. Jednak tuż przez końcem Zidane dostaje czerwoną kartkę za pchnięcie rywala i schodzi z boiska.

8. Ciekawe, czy Zidane wiedział, że jest filmowany właśnie tego wieczora? Ciekawe też, czy Douglas i Parreno nagrywali tylko ten jeden mecz, czy kilka innych, a ten wybrali z powodu asysty, czerwonej kartki itp.

9. To co rzuca się w oczy, to fakt, że jak na lidera Zidane nie jest zbyt gadatliwy - przez 90 minut odzywa się do partnerów raptem kilka razy i chociaż nie znam francuskiego, przeczuwam, że nie były to zdania złożone.

10. Artystystycznym zabiegiem miały być zapewne serwowane co jakiś czas złote myśli Zidane'a ("Nie pamiętam moich meczów w całości, raczej tylko konkretne fragmenty"), ale efekt jest więcej niż słaby. Ani te myśli nie są złote, ani nie podane w jakiś przełomowy sposób. Wystarczy obejrzeć pierwszy z brzegu film o Jordanie, żeby zobaczyć jak wklejać takie rzeczy żeby robiły wrażenie.

11. Mocną stroną filmu jest muzyka napisana przez Mogwai - gigantów szkockiej alternatywy. Ich spokojne kawałki podkreślają dyskretnie wyalienowanie głównego bohatera. Na chwilę futbolowe migawki zamieniają się w teledesk. Mam przeczucie, że taka 5-minutowa forma sprawdziłby w tym projekcie się lepiej niż pełnometrażowy film.

12. Kto powinien zobaczyć Zidane'a? Fani, bo co bym nie napisał i tak będą chcieli obejrzeć swojego idola. I słusznie. A kto nie powinien? Wszyscy inni, no może poza heavy userami sztuki współczesnej, którzy i tak zechcą wyrobić sobie na temat filmu własne zdanie. I słusznie.

Zinedine Zidane

Kadr z filmu "Zidane - A 21st Century Portrait"

Żeby nie być gołosłownym - 10 minutowy skrót filmu:

I jeszcze fragment z kawałkiem Mogwai w tle:

wtorek, 26 czerwca 2007
Najlepsze portrety roku
Bp Portrait Award to jedna z najbardziej prestiżowych brytyjskich nagród artystycznych i, jak piszą sami organizatorzy, ”najbardziej prestiżowy konkurs dla portrecistów na świecie”. Przyznacie, że portret, jako taki, nie kojarzy się raczej ze sztuką współczesną, dlatego tym bardziej warto przyjrzeć się obrazom przysłanym na BP Portrait Award. W tym roku wpłynęło ich 1870 - najwięcej w 28-letniej historii nagrody. Zwycięzców ogłoszono kilka dni temu. Wygrał 59-letni Brytyjczyk Paul Emsley, który zgłosił portret swojego sąsiada Michaela Simpsona.

I nagroda

Michael Simpson, Paul Emsley, olej na płótnie, 2007

II nagroda

Stephen, David Lawton, olej na płótnie, 2007

III nagroda

Tamara, Johan Andersson, olej na płótnie, 2007

Nagroda dla młodego artysty

Zuzana in Paris Studio, Hynek Martinec, akryl na drewnianej płycie, 2007

Inne zgłoszone obrazy

Franko B, Jeremy Andrews, olej na płótnie, 2007

 

Time to Talk, Lynn Ahrens, olej na płótnie, 2007 

 

Autoportret, Ana Maria Micu, olej na płótnie, 2007

Christopher Darroux-Xavier, Rupert Alexander, olej na płótnie, 2007

60 portretów wybranych przez jury konkursu, wśród nich wszystkie które widzicie powyżej, można oglądać do września w National Potrait Gallery w Londynie. Zauważcie, że wśród czwórki nagrodzonych artystów obok dwóch Brytyjczyków znajdują się Szwed i Czech. A co z Polakami? Czy nasi artyści w ogóle malują portrety? Czy jesteśmy skazani tylko na kiczowatą seryjną produkcję malarzy okupujących rynki starówek w Krakowie, Warszawie i innych turystycznych miastach? Próbowałem szybko poszukać w pamięci polskiego młodego malarza, który miałby w swoim dorobku solidne realityczne portrety. Bezskutecznie. Trzy przykłady, które wkleiłem poniżej to tylko wyjątek potwierdzający regułę: portret Michała Wiśniewskiego pokazywany w CSW, gejowski podwójny portret Karola Radziszewskiego i także podwójny portret (nie wykluczałbym, że gejowski) Wojciecha Kubiaka. Znacie więcej?

Michał Wiśniewski

Michał Wisniewski, Kamil Dąbrowski, 2005 

Karol Radziszewski 

Endi & Gigolo, Karol Radziszewski, 2005 

Kubiak

Adam i Marcin, Wojciech Kubiak, olej na płótnie, 2005 

poniedziałek, 06 listopada 2006
Giertych jak z obrazka
Jeśli ktoś jeszcze wątpił, że sztuka wpływa na rzeczywistość i odwrotnie, to zdobyliśmy ostatni, niepodważalny dowód. To nie fotomontaż. To zdjęcie wicepremiera Romana Giertycha, które zrobiono kilka dni temu w jednej ze szkół w Białymstoku. Poniżej dwa znakomite (i jakże prorocze) obrazy Pawła Kowalewskiego z 1991 roku. Niesamowite.
 
Roman Giertych
 
Roman Giertych w Zespole Szkół Katolickich w Białymstoku 
 
Kowalewski
 
Orzeł (z cyklu "Znaki orientacyjne, które są niezbędne by uniknąć cierpienia"), Paweł Kowalewski, 1991 
 
Kowalewski
 
Matka Boska (z cyklu ""Znaki orientacyjne, które są niezbędne by uniknąć cierpienia"), Paweł Kowalewski, 1991 
sobota, 23 września 2006
Czarny alfabet
W warszawskiej Zachęcie startuje "Czarny alfabet" - pierwsza w Polsce przekrojowa prezentacja sztuki współczesnej tworzonej przez Afroamerykanów. Na wystawie zobaczymy prace 35 artystów, z których część pamięta lata 60., kiedy o "czarnej" sztuce nie mogło być w ogóle mowy. Młodsi, tak zwani "post-black", to twórcy nie pamiętający segregacji rasowej w USA, wychowani na równych (lub prawie równych) prawach co ich biali rówieśnicy. Do tej właśnie grupy można zaliczyć Hanka Willisa Thomasa, który w swoich fotografiach porusza m.in. temat współczesnego "ometkowywania się" czarnoskórych.

Z cyklu "Branded", Hank Willis Thomas, fotografia, 2003

Thomas zadaje pytanie - jak ma się współczesna potrzeba eksponowania marek produktów, na które wbrew wszelkiej logice niezamożni Afroamerykanie wydają często większość swojej pensji, do czasów kiedy byli "znakowani" jako niewolnicy, a cały zysk z ich pracy trafiał w ręce białego właściciela? Czy to nie forma współczesnego niewolnictwa?

Hank Willis Thomas

Basketball and Chain, Hank Willis Thomas, fotografia, 2003

Powyźsze zdjęcie to komentarz do sytuacji, w której wielu Afroamerykanów jest "przykutych" do oczekiwań i możliwości, które narzuca im społeczeństwo. Insiracją była historia kuzyna Thomasa, który był świetnie zapowiadającym się koszykarzem z wielkimi szansami na karierę w NBA. Kiedy doznał kontuzji, prestiżowe szkoły, które wcześniej stały dla niego otworem, nagle straciły zainteresowanie. Kariera legła w gruzach, a w jego życiu nie pojawiła się żadna sensowna alternatywa. Chłopak był więźniem możliwości, które przewidział dla niego system.

Kehinde Wiley, to artysta zupełnie różny od Thomasa - na swoich obrazach portretuje współczesnych Afroamerykanów, nawiązując do sakralnych wizerunków Świętych.

Kehinde Whiley

Passin/Posing "Labirynth", Kehinde Wiley, 2003

W jego pracach przejawia się fascynacja i gloryfikacja wizerunku czarnego Amerykanina. Bohaterowie Wiley'a są bosko-idealni, stanowią nowy Panteon. Podobny sposób myślenia i podobną stylistykę można znaleźć u Toma Sanforda.

Inny, bardziej nierzyczywisty i jednocześnie odmitologizowany wizerunek pokazuje Shaun Leonardo. Jego autoportret jako czarnego Supermana nie powiela stereotypu. To nie jest zwycięski superbohater. To ktoś przegywający walkę, załamany. Nie do takiego wizerunku komiksowych postaci jesteśmy przyzwyczajeni.

Shaun Leonardo 

Superman 3 self-portrait, Shaun Leonardo, 2004

W Zachęcie warto zwrócić uwagę na ironiczną pracę wideo Michaela Paula Britto. To alternatywny teledysk do piosenki Britney Spears "i'm a Slave for You" (Jestem twoim niewolnikiem), w którym zamiast seksownych tancerzy występują czarnoskórzy aktorzy ubrani jak niewolnicy. Ich taniec to nic innego jak ruchy wykonywane przez Afroamerykanów podczas pracy na plantacjach bawełny.

 Michael Paul Britto

Kadr z "I'm a Slave 4 You", Michael Paul Britto, wideo, 2006

"Czarny alfabet", którego przed kilkudziesięcioma laty nie mielibyśmy w ogóle okazji zobaczyć, pozostawia po sobie niezbyt wesołe pytanie. Czy ci artyści będą w stanie kiedykolwiek uwolnić się z getta, do jakiego wrzuciła ich historia? Czy ich sztuka oddali się kiedyś od bolesnych tematów niewolnictwa, segregacji i stereotypów rasowych? Czy doczekamy chwili, kiedy ich prace nie będą już musiały być manifestem, a staną się po prostu uniwersalne? Dzisiaj ich rola, oczywiście nie do przecenienia, jest inna. Pomagają nam zrozumieć, pomagają zaakceptować, pomagają poznać. Dlatego, żeby kiedyś mogło być inaczej, każdy powinien nauczyć się "Czarnego alfabetu".

środa, 13 września 2006
Uratować Manhattan
Na blogu Flaneriaa (witam na bloxie) znalazłem ciekawą pracę podejmującą temat 11 września. Autorem jest Marokańczyk Mounir Fatmi, który twórczo zinterpretował platońskie cienie w jaskini. Manhattan ułożony z książek wydaje się bardziej realny na ścianie, niż w rzeczywistości. A dwie strzeliste wieże WTC to nic innego jak dwa tomy Koranu. Poruszające.

Mounir Fatmi

Save Manhattan 01, Mounir Fatmi, instalacja, 2003-2004

 
1 , 2 , 3 , 4