Dobra i zła sztuka współczesna

wtorek, 23 marca 2010
Maciejowski na okładce "Przekroju"
W najnowszym "Przekroju" mój artykuł o Marcinie Maciejowskim i jego nadchodzącej wystawie w Muzeum Narodowym w Krakowie. Polecam nieskromnie tym bardziej, że okładka jest niesamowita. Jedna z najlepszych ever.



Otwarcie wystawy w piątek, a jeszcze w tym tygodniu na art.bloxie przewodnik po 10 obrazach, których nie można na niej przegapić!

P.S.

Za mało Maciejowskiego na art.bloxie? Wpisujcie się w komentarzach:)
niedziela, 14 marca 2010
Beethoven według Maciejowskiego
Jak co roku na wiosnę na ulicach Warszawy pojawia się nowy plakat Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena. XIV edycję imprezy promuje świetny projekt Marcina Maciejowskiego.



Plakaty festiwalu beethovenowskiego to fenomen. Organizatorzy z żelazną konsekwencją co roku zapraszają do ich stworzenia kolejnego artystę młodego pokolenia. Wyłącznie z górnej półki. W zeszłym roku plakat projektował Bartek Materka.



Wcześniejsze edycje firmowały plakaty m.in. Wilhelma Sasnala i grupy Twożywo. Ale, ku mojemu sporemu zaskoczeniu, taki zestaw nazwisk nie wszystkim przypada do gustu. Najlepszym dowodem dyskusja pod postem na art.bloxie z przed trzech lat. "Sasnal niedbały i trochę taki ten plakat nieprofesjonalny. Nie wspomnę już o szkolniackiej naiwności. Takie plakaty robiliśmy w szkole średniej na liternictwie - i to na czwórkę z minusem. :(" - komentował jeden z czytelników. "Twożywo lekko banałem leci, ale przynajmniej poprawne. Sasnal niestety amatorszczyzną trąci i to mocno - plakat z wiewiórką w osiedlowej przychodni. Bardzo kiepściuteńko." - wtórował komentator Blindfury. Takich głosów było więcej.

A ja pozwolę się z nimi nie zgodzić. Bo wszystko co zarzuca się beethovenowskim plakatom Sasnala, Twożywa i co zapewne łatwo byłoby zarzucić projektom Materki i Maciejowskiego, to dla mnie ich zalety. Ta "amatorszczyzna", "brak znajomości zasad typografii" i "naiwność" to coś całkowicie unikalnego, coś co wyróżnia te projekty spośród setek innych, które wiszą na ulicach. Zobaczcie jak one są (poza Twożywem) cudownie malarskie, jakie są oszczedne, jakie nieprzegadane. Wyglądają jakby dopiero co wyszły z pracowni i cudem ominęły akceptację speców od marketingu i sprzedaży. Każdy jest niepodrabialny, każdy można traktować jak kolejną ciekawą pracę artysty, a nie jak odfajkowaną chałturę. Za mało skojarzeń z Beethovenem? Czy to wada? Czy chłopak z plakatu Materki nie jest bardziej intrygujący niż kolejna partytura? Czy niepodrabialny styl i żart Maciejowskiego nie przyciągają uwagi bardziej, niż najlepiej nawet dopracowana typografia? Cieszmy się tymi plakatami, bo wlewają dobrą sztukę na billboardy, przystanki i słupy reklamowe. Trzymajmy kciuki, żeby organizatorom nie zabrakło konsekwencji i żebyśmy za rok dostali kolejny fascynujący projekt. Może Matecki? Macie inne typy?
środa, 18 listopada 2009
Warszawa inaczej
Hayley Hawkins ma 19 lat, mieszka w południowo-wschodnim Londynie i właśnie zaczęła studiować architekturę. Kilka miesięcy temu, czysto hobbystycznie, wystartowała z projektem City Art, w ramach którego storzyła komputerowe grafiki wybranych, najsłynniejszych budynków i budowli Nowego Jorku i Londynu. Na liście znalazły się m.in: Chrysler Building, muzeum Guggenheima, siedziba Tate Modern i charakterystyczny londyński "ogórek" Normana Fostera. Wszystkie pokazane w tym samym schemacie - wykadrowane, powiększone, odarte z faktury, ale nadal rozpoznawalne i nie do pomylenia. Na wydrukach wyglądają naprawdę świetnie.

Art.blox poznał Hayley i złożył jej propozycję zrobienia dwóch grafik, które pokazywałyby najbardziej symboliczne powojenne budynki Warszawy. Zgodziła się. Pałac Kultury był oczywistym wyborem. Spośród innych propozycji Hayley wybrała Rotundę - głównie ze względu na niepowtarzalny, wciąź nowoczesny projekt dachu. Efekt jej pracy poniżej.
 

Pałac Kultury, Hayley Hawkins, 2009

Rotunda, Hayley Hawkins, 2009

To Warszawa, jaką wciąż nieczęsto mamy okazję oglądać - nieoczywista, pokazana inaczej niż zwykle. Wciąż brakuje projektów, które na nowo odkrywałyby stołeczną architekturę, które pomogłyby zdjąć z niej patynę PRL-owskiej stęchlizny. Dlaczego miasto i jego instytucje nie próbują wyjść do publiczności, która doceniłaby walory Warszawy, ale nie znajduje dla siebie propozycji - nie może kupić dobrze zaprojektowanej pocztówki, plakatu na ścianę albo zwykłego magnesu na lodówkę. Z pojedynczymi inicjatywami wychylają się niezależne instytucje kultury, albo pojedynczy, zmęczeni marazmem warszawiacy, czego przykładem urzekający projekt Magdy Łapińskiej "Sen o Warszawie". Niech będzie ich wreszcie więcej, żeby po fajne grafiki z Pałacem Kultury nie trzeba było latać do Londynu.

P.S. Grafiki z cyklu City Art, także te warszawskie, są do kupienia. Cena, oby wciąż aktualna, 16 funtów. Więcej informacji i kontakt do Hayley znajdziecie na jej stronie.

poniedziałek, 28 września 2009
Znajdź 10 szczegółów
Kiedy kilka miesięcy temu do kina wchodził głośny "Tatarak" Andrzeja Wajdy, recenzenci prześcigali się w szukaniu w nim analogii do malarstwa Edwarda Hoppera. Na plakacie promującym film pojawił się zresztą poniższy fotos, który z pewnością przywołuje takie skojarzenia.


Krystyna Janda w ''Tataraku" Andrzeja Wajdy

Wszyscy pisali, ale niewielu poszukało. Gdzieniegdzie pojawiały się reprodukcje różnych obrazów Hoppera, ale większość wyglądała całkowicie przypadkowo. Postanowiełm sprawdzić, które z płócien rzeczywiście mogło zainspirować Wajdę do zrobienia tego najbardziej znanego ujęcia z Jandą. Pogrzebałem i znalazłem. Ten obraz pasuje mi najlepiej.



Morning Sun, Edward Hopper, olej na płótnie, 1952
poniedziałek, 15 grudnia 2008
Pochwała prostoty
Nie wierzyłem w ten projekt. Niby wszystko w porządku - dobre zdjęcia, dobre fotomontaże i bardzo prosty pomysł. No właśnie, zbyt prosty - myślałem. No bo jak przebić się na słynnym weneckim biennale architektury projektem opartym na tak prostym założeniu, skoro wokół tyle niebanalnych architektonicznych wizji, przenikliwych analiz i intelektualnych teorii. A my, jak gdyby nigdy nic, otwieramy "Hotel Polonia".



Neon na pawilonie? Świetne. Całość zgrabna, dowcipna i smaczna, ale gatunkowo za lekka. Co to za sztuka pokazać, co będzie się mieściło w znanych polskich budynkach za kilkadziesąt lat? Centrum handlowe w dzisiejszym BUW-ie? Super. Więzienie w biurowcu Metropolitan? Ciekawe. "Ale przecież inni na tym biennale mają na pewno coś o wiele bardzie złożonego i różnorodnego" - przekonywałem sam siebie i trwałem w przeświadczeniu, że photoshopowa zabawa zafundowana przez Nicolasa Grospierre'a (zdjęcia) i Kobasa Laksę (fotomontaże) mogłaby co najwyżej stać się jednodniowym hitem na Wykopie, a nie ważną ekspozycją w Wenecji.

I wtedy się stało. Ekspozycja "Hotel Polonia. Budynków życie po życiu" zdobyła Złotego Lwa dla najlepszego pawilonu narodowego na tegorocznym biennale. Takiego sukcesu polscy architekci/artyści nie odnieśli nigdy wcześniej. Ten werdykt, choć tak nieoczekiwany, to zaskakująca ale jakże spektakularna pochwała prostoty. To sygnał dla takich jak ja, k†órzy zwątpili i stracili nadzieję, że dobry prosty pomysł może zostać zauważony w morzu pseudointelektualnego bełkotu i formalnych popisów.

Czy "Hotel Polonia" naprawdę się broni i dorasta do oczekiwań wywindowanych weneckim sukcesem? Od soboty możecie przekonać się sami w warszawskiej Zachęcie. Niech nie zmywili was szyld - "Disco Zachęta" to twórcze rozwinięcie idei "Hotelu Polonia" - nadania staremu bunkowi nowego kontekstu - i dowód na to, jak pojemna i elastyczna jest formuła tej ekspozycji. Podczas sobotniego wernisaźu Zachęta naprawdę zmieniła się w coś na kształt klubu - byli DJ-e, dyskotekowe kule pod sufitami i drinki Złoty Lew w prowizorycznym barze. Pomimo sprzyjających warunków zabawa była podobno źadna - zapewne nobliwe wnętrza deprymowaly gości. Ale wolę myśleć, że prawdziwy powód pustek na jednorazowych parkietach był inny. Wolę myśleć, że była to stypa dla wszystkich, którzy pozytywnego fenomenu "Hotelu Polonia" nie rozumieją. Dla tych, którzy zalewają ekrany swoich monitorów tekstami do katalogów i folderów coraz to nowych wystaw i którzy intelektualną miałkość ekspozycji próbują zamaskować monumentalnymi pseudoteoriami.

I za to dziękuję twórcom "Hotelu Polonia": Grzegorzowi Piątkowi, Jarosławowi Trybusiowi, Nocolasowi Grospierre i Kobasowi Laksie - pokazaliście, że przypisywanie każdemu artystycznemu gniotowi skomplikowanej siatki odniesień prędzej czy póżniej zostanie obnażone, że zasłanianie się słowami i szukanie wytłumaczenia dla własnej interpretacyjnej bezradności ma krótkie nogi. Zadaliście kłam tym, którzy próbują wmawiać, że sztuka i architektura są i muszą być niezrozumiałe. Odczarowaliście te mity i tego gratuluję.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37