Dobra i zła sztuka współczesna

Kategorie: Wszystkie | Polska | Świat | Kicz | Street art | Sztuka o... | Wolność sztuki
RSS
piątek, 10 grudnia 2010
Peter Fuss pyta, art.blox odpowiada. Kim są najpotężniejsi ludzie świata sztuki?

"Who the fuck is Larry Gagosian?" pyta dramatycznie Peter Fuss na billboardzie wyklejonym w Gdańsku w okolicach tamtejszej Stoczni. I jest to zdecydowanie pytanie retoryczne, gdyż: a) Peter Fuss na pewno wie kim jest Larry Gagosian; b) Peter Fuss z pewnością nie podejrzewa i nie oczekuje odpowiedzi od przypadkowego gdańskiego przechodnia. O co zatem chodzi? Najprościej mówiąc - prawdopodobnie - o sprawiedlwość. Pytanie Fussa wpisane jest w logotyp prestiżowego rankingu The Power 100 przygotowywanego co roku przez redakcję magazynu "Art Review". To subiektywne zestawienie najbardziej wpływowych postaci świata sztuki. Zestawienie ciekawe, ale zawsze kontrowersyjne. Bo jak zmierzyć wpływowość? Jak wybrać zwycięzcę?

Fuss przygotował 10 niemal identycznych płócien z tym samym pytaniem. W każdym zmienia się tylko nazwisko i kolor. "Kim do kurwy nędzy są Ci ludzie?" krzyczy Fuss wymieniając po kolei każdą z osób. Skąd ta złość? Z niechęci do establishmentu? Z pogardy dla wyścigów i klasyfikacji? A może przede wszystkim z niedowierzania, że wśród 10 najbardziej wpływowych ludzi świata sztuki są kuratorzy, właściciele galerii, dziennikarze i krytycy, a nie ma ŻADNEGO artysty?

Popatrzmy jednak na pytanie Fussa dosłownie. Kim są ludzie, którzy decydują co jest popularne, a co nie? Kim są Ci, którzy kreują gusta, kim są Ci, którzy tworzą i niszczą kariery artystów? Peter Fuss pyta, a art.blox podejmuje wyzwanie i odpowiada. To ściąga dla wszystkich, którzy już wiedzą, ale też dla tych, którzy zaciekawieni enigmatycznym pytaniem, nie chcieliby zostać bez odpowiedzi.

2010 Power 10, Peter Fuss, akryl na płótnie, 2010

1. Larry Gagosian - pseudonim "Go-Go", amerykański kolekcjoner i dealer sztuki, właściciel dziewięciu galerii sztuki współczesnej na całym świecie. W 2004 roku magazyn "Art Review" nazwał go "największym biznesmanem świata sztuki. Jego galerie mają prawa do sprzedaży prac wielu z najważniejszych artystów współczesnych: Damiena Hirsta, Andy Warhola, Eda Ruschy, Johna Currina i innych.


2010 Power 10, Peter Fuss, akryl na płótnie, 2010

2. Hans Ulrich Obrist - Szwajcar, wpływowy krytyk, kurator i historyk sztuki. Publikuje w najważniejszych światowych pismach o sztuce, m.in. w "Artforum". Był kuratorem ok. 150 wystaw na całym świecie. Obecnie mieszka i pracuje w Londynie, gdzie jest dyrektorem projektów międzynarodowych tamtejszej Serpentine Gallery


2010 Power 10, Peter Fuss, akryl na płótnie, 2010

3. Iwan Wirth - Szwajcar, szef i współzałożyciel Hauser & Wirth jednej z najbardziej cenionych galerii sztuki współczesnych na świecie z siedzibami w Londynie, Zurichu i Nowym Jorku. Hauser & Wirth reprezentuje trójkę eksportowych polskich artystów: Wilhelma Sasnala, Monikę Sosnowską i Jakuba Juliana Ziółkowskiego.

2010 Power 10, Peter Fuss, akryl na płótnie, 2010

4. David Zwirner - niemiecki galerzysta, właściciel nowojorskiej galerii David Zwirner, która ma już trzy siedziby na Manhattanie, a w tym roku weszła w posiadanie czwartej. Reprezentuje artystów takich jak On Kawara, Tomma Abst, Neo Rauch, Luc Tuymans i Daniel Richter.


2010 Power 10, Peter Fuss, akryl na płótnie, 2010

5. Glen D. Lowry - dyrektor nowojorskiego MoMA, drugiego po Tate Modern najpopularniejszego muzeum sztuki współczesnej na świecie. I to wystarczy.


2010 Power 10, Peter Fuss, akryl na płótnie, 2010

6. Bice Curiger - Szwajcarka, kuratorka i dziennikarka. Współzałożycielka i redaktor naczelna magazynu "Parkett", dyrektor wydawnicza pisma "TATE ETC." należącego do londyńskiej Tate Gallery. Wieloletnia kuratorka wystaw w Kunsthaus w Zurychu. Na listę "Art Review" trafiła z jednego powodu - została wybrana na kuratorkę biennale w Wenecji w 2011 roku - najważniejszej i najgłośniejszej wystawy sztuki współczesnej na świecie.


2010 Power 10, Peter Fuss, akryl na płótnie, 2010

7. Nicholas Serota - właściwie Sir Nicholas Serota, jedna z najbardziej wpływowych postaci świata sztuki w Wielkiej Brytanii, od ponad dwudziestu lat dyrektor galerii Tate, jeden z inicjatorów powstania Tate Modern. Do 2006 roku przewodniczący jury nagrody Turnera - najgłośniejszej nagrody dla twórców sztuki współczesnej w Wielkiej Brytanii.


2010 Power 10, Peter Fuss, akryl na płótnie, 2010

8. Eli Broad - amerykański miliarder, filantrop i kolekcjoner sztuki. "Art Review" podaje, że jego kolekcja jest warta ponad miliard dolarów. Trzęsie rynkiem sztuki w Los Angeles i buduje tam prywatne muzeum. Założona przez niego i żonę The Broad Art Fundation przez ostatnie 25 lat dokonała ok. 7 tysięcy wypożyczeń dzieł sztuki do ponad 450 muzeów i galerii na całym świecie.

 

2010 Power 10, Peter Fuss, akryl na płótnie, 2010

9. RoseLee Goldberg - Południowa Afrykanka, promotorka sztuki performance, założycielka non-profitowej nowojorskiej organizacji Performa, dedykowanej popularyzacji i badaniom tej dziedziny sztuki. Na liście zapewne z powodu wzrostu popularności performance'u i jego licznych prezentacji w ważnych muzeach, m.in. dużej retrospektywy Mariny Abramović w nowojorskim MoMA.


2010 Power 10, Peter Fuss, akryl na płótnie, 2010

10. Francois Pinault - legendarny francuski biznesman i kolekcjoner sztuki, jeden z najbogatszych ludzi świata. Był lub jest właścicielem marek takich jak Gucci, Samsonite, Converse i domu aukcyjnego Christie's. Ma jedną z największych prywatnych kolekcji sztuki współczesnej na świecie, którą prezentuje stale w dwóch własnych muzeach w Wenecji, mi.in w słynnym Palazzo Grassi.

środa, 08 grudnia 2010
Mrs. Brainwash aka Ilona Oszust
"Dlaczego nie porozklejasz trochę swoich plakatów? Zorganizuj wystawę, zaproś trochę ludzi, kup kilka butelek wina" - radzi Banksy głównemu bohaterowi swojego filmu "Exit Through a Gift Shop". Kilka miesięcy później dowiaduje się, że ten, pod pseudonimem Mr. Brainwash, organizuje wielką prezentację swoich prac. Prac, które w linii prostej są mniej lub bardziej udanymi plagiatami estetyki i pomysłów Banksy'ego, a które ku zaskoczeniu samego autora, natychmiast podbijają artystyczną scenę Los Angeles.

Nie uwierzycie, ale jest Polski odpowiednik tej historii. Zamiast Los Angeles, mamy Lublin. Zamiast Thierry'ego, a właściwie Mr. Brainwasha, mamy Ilonę Oszust - studenkę Grafiki na lubelskim Uniwersytecie Marii Skłodowskiej-Curie. Nie mamy wprawdzie Banksy'ego, ale jego - nazwijmy to "obecność" -zauważycie sami bez większego problemu. Na przykład tutaj:



O pracach Ilony Oszust można powiedzieć wszystko, ale nie to, że czegoś nam nie przypominają. Powiedzmy wprost - autorka musiała coś słyszeć o Banksym. Nawet więcej - musiała widzieć jego szablony. No dobrze. Nie tylko słyszała, nie tylko widziała, ale też trochę je polubiła. Nie trochę, bardzo. I co więcej, ciągle pozostając pod ich wrażeniem, pomyślała sobie: "Dlaczego nie porozklejasz trochę swoich plakatów? Zorganizuj wystawę, zaproś trochę ludzi, kup kilka butelek wina". Jak pomyślała, tak zrobiła.



Wystawa odbyła się w Lublinie 2009 roku pod chwytliwym tytułem "You Can Dance" (takim samym jak telewizyjny show TVN) i musiała się spodobać, ponieważ rok później zorganizowano sequel pod tytułem... "You Can Dance II". I niby wszystko się tu zgadza - street art wystawiony na ścianach galerii (modne!), młoda obiecująca artystka (zawsze modne!), dobre wzorce (wiecie kto) i chwytliwy popowy tytuł. Jednak czar pryska kiedy zdamy sobie sprawę, że całe to zjawisko można opisać prostym równaniem: Ilona Oszust = Banksy - talent. Nie pierwsza i nie ostatnia wpadła Ilona Oszust w pułapkę przesadnej inspiracji ulubionym artystą. Udała się jej mimo to sztuka niezwykle rzadka - całkowitego porzucenia jakiejkolwiek własnej refleksji i - jak napisałaby Masłowska - perfekcyjnego wykorzystania swojego braku stylu. Starałem się znaleźć jakiekolwiek zdjęcie z tych wystaw, które pokazywałoby coś oryginalnego, coś własnego. Nie udało się - patrzę na każde kolejne i mam dokładnie to samo wrażenie: Banksy, Banksy, BANKSY!!!



Bierzemy szablon, dodajemy kolorowe logo lub ikonę, czasami znane popkulturowe hasło i gotowe. To recepta Ilony Oszust. Im dłużej patrzy się na te prace, tym bardziej widać jak odarte są z treści, jak są puste i przegadane. Ikonka Internet Explorera niczym znak od Boga, prostytutki jak towary z hipermarketu, czarnoskóry (?) w koszulce "white power" i wreszcie piłkarz i piłkarka grający piłką plażową. Banalna zabawa formą, najprostsze skojarzenia i tanie chwyty. Żadnych emocji, żadnego sensu, żadnego przesłania. Banksy gdyby chciał, mógłby nie dać rady tak sparodiować samego siebie.



Część z Was powie: "to przesada, to nieuczciwa ocena". Naprawdę? Na pewno bardziej uczciwa niż bełkot, jaki na temat tych wystaw znalazłem w internecie. Dwa cytaty: 

"Łącząc ikonografię ulicy z ikonografią obrazów medialnych uzyskuje nową jakość - rodzaj mixu o wieloznacznym przekazie"

"Autorka tworzy prace malarskie powstające na bazie szablonów. Wykorzystuje znalezione w internecie zdjęcia przedmiotów i postaci, a następnie kreuje z nich swoiste hybrydy znaczeniowe"

Czy ktoś tu kogokolwiek potraktował serio? Czy tak galeria ma mówić do widzów? Czy artysta chce, żeby tak o nim mówiono? To nie są zdania, to są podróbki zdań. Kolejna imitacja, za której fasadą kryje się... No właśnie nic się nie kryje.



Byłoby lepiej, gdyby Ilona Oszust okazała się przewrotną mistyfikacją Banksy'ego, gdyby okazała się jego perfidnym żartem i odpryskiem filmowej zabawy w Mr. Brainwasha. Byłoby lepiej, ale nie będzie. Mamy własną panią Brainwash i kto wie, może także jej prace sprzedadzą się za okrągłe sumy. Art.blox na pewno tego nie kupi i Wam radzi To samo. Po prostu nie dajcie się oszukać.
01:25, strembol
Link Komentarze (28) »
czwartek, 02 grudnia 2010
Malarskie "covery" Susida
- Zachciało mi się przyjrzeć dobrze znanym słowom, a nuż przyłapię je na kłamstwie - mówi Paweł Susid o swoim nowym cyklu obrazów "Przewidywanie przez powtarzanie". Jeden z ulubionych artystów art.bloxa wziął na warsztat słowa-ikony, słowa-symbole i... zwykłe słowa i z pieczołowitością wypełnił nimi swoje płótna.


Bez tytułu, Paweł Susid, akryl na płótnie, 2010

Z tymi obrazami - możecie obejrzeć je na warszawskim Krakowskim Przedmieściu w galerii Art New Media - jest trochę jak z płytą z coverami. Susid, który od lat w sposób wybitny łączy własne obserwacje ubrane w formę lapidarnych haseł z niepodrabialną szablonową surowością, agresywną kolorystyką i typograficzną dezynwolturą, teraz ograniczył się do bycia "kuratorem znaczeń". Niczym muzyczny producent, który próbuje odgrzać wydobyć nową energię ze znanego przeboju, wybrał popularne, a przez to bezpieczne, nazwy, zdania i pojęcia i spróbował opakować je po nowemu. Covery rzadko przebijają oryginały, żyją krótko i nie są cenione przez krytyków. Podobnie będzie z tymi obrazami. Jeśli Susid chciał "przyłapać słowa na kłamstwie" - nie udało mu się. Raczej boleśnie przekonał się o ich sile i niezależności. Odnoszę wrażenie, że jesteśmy świadkami nierównej walki. Te słowa zdają się męczyć wciśnięte w Susidową formę, a i tak za chwilę wyrwą się z niej bez problemów, znajdą nowe miejsce i kontekst.


Bez tytułu, Paweł Susid, akryl na płótnie, 2010

Spójrzmy jednak z drugiej strony. Uparte powtarzanie słów (wygląda, jakby Susid próbował zamalowywać płótna do skutku, dopóki ze znanych słów uda mu się wycisnąć coś nowego) dało niezwykły efekt. Te nowe obrazy są bardziej malarskie niż wszystko co Susid zrobił do tej pory. Zagęszczenie kolorów i liter sprawia, że mnóstwo się tam dzieje. Nie znaczeniowo - do czego przez lata przyzwyczaił nas Susid - ale wizualnie. Do ekspresyjnych abstrakcji jeszcze sporo brakuje, ale zmiana jest widoczna. 



Bez tytułu, Paweł Susid, akryl na płótnie, 2010

Zatem jakie są to obrazy - dobre czy złe? Nie mam dla Was jednej odpowiedzi. Bo nawet jeśli należałoby potraktować je jak eskperyment i nie do końca udany skok w bok, to wciąż ten sam znakomity Susid - mistrz malarskiej infografiki, skupiony na eksperymentach ze słowem i obrazem, wciąż, z godnym podziwu zapałem, szukający lapidarnej formy dla przekaznia maksimum treści.



Bez tytułu, Paweł Susid, akryl na płótnie, 2010

Będą też tacy, dla których mogą być to ulubione płótna Susida. Ociosane z niedopowiedzeń i mrugnięć oka, wypełnione nośnymi i bardzo popowymi komunikatami, których siła przyciągania może przekonywać bardziej, niż dotychczasowe, niemalże publicystyczne, dokonania tego autora. 




Bez tytułu, Paweł Susid, akryl na płótnie, 2010

Na koniec i tak wszystko zweryfikuje rynek. Nowy cykl Susida tani nie jest - zapłacicie 18 tys. zł za każdy obraz - ale to i tak sporo mniej niż za starsze prace, ktore galeria Art New Media wycenia na 30 tys. za sztukę. Skąd taka promocja? Może nowe płótna nie nabrały jeszcze wystarczającego znaczenia? A może sama galeria daje w ten sposób do zrozumienia, że "Przewidywanie przez powtarzanie” to niejako wydawnictwo specjalne, malarski "cover album". Jak wiadomo przeróbki są zawsze mniej wartościowe niż premierowe autorskie płyty. Płyty, na które czekamy i którymi Susid  - z takim talentem - musi nas jeszcze zaskoczyć.



Bez tytułu, Paweł Susid, akryl na płótnie, 2010
00:48, strembol
Link Komentarze (3) »
środa, 24 listopada 2010
"Zrób sobie raj" (a raczej Jezusa)

Mariusz Szczygieł czuje Czechy, myśli Czechami i pisze o Czechach jak nikt w tym kraju. Właśnie ukazała się jego nowa książka "Zrób sobie raj". Nie bedę jej jednak zachwalał, bo a) jeszcze jej nie czytałem; b) art.blox to nie blog o książkach tylko o sztuce. I dlatego właśnie zanim tę książkę przeczytacie, musicie ją po prostu zobaczyć:

Na okładce świetna praca "Jesus Christ" z 1993 roku autorstwa głośnego czeskiego artysty Davida Cerny'ego. Cerny powinien pojawić się na art.bloxie już niejednokrotnie, chociażby przy okazji wystawienia jego monumentalnej prowokacyjnej instalacji "Entropa" w gmachu UE w Brukseli. Teraz zobaczycie próbkę jego możliwości w księgarniach - "Jesus Christ" to typowa dla Cerny'ego estetyka. Model Jezusa do sklejania, imitujący prawdziwy zestaw, jaki możnaby kupić w każdym sklepie z zabawkami lub modelami. Czeski prowokator łączy wysokie z niskim, powagę z groteską, mistykę z obrazoburstwem.

W środku książki (podobno) relacja ze spotkania Szczygła z Cernym, która (podkreślam, nie czytałem) może być tym ciekawsza, że to właśnie reporter "Gazety Wyborczej" poznał go kilka lat temu prawdopodobnie jako pierwszy polski dziennikarz w ogóle. W którymś z wywiadów Cerny został zapytany o to, skąd pomysł skojarzenia z Polską księży, którzy zatykają w ziemię tęczową flagę. Odpowiedział, że to efekt rozmowy o naszym kraju z polskim dziennikarzem. Elementy układanki zaczynają pasować? Tak czy owak - "Jezus Chrystus" już na półkach z książkami w całej Polsce. Miłego oglądania.

Facebook, plakat i córka ministra
Maya Rostowska to 23-letnia córka ministra finansów Jana Rostowskiego. Od dwóch lat pracuje jako doradca w biurze politycznym kolegi taty z rządu, ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Kilka tygodni temu napisał o tym "Dziennik Gazeta Prawna", ilustrując tekst prywatnym zdjęciem Mai znalezionym na jej profilu na Facebooku. Zdjęcie wyglądało tak:



Napisać, że ta fotografia zaszkodziła Mai Rostowskiej, to nie napisać nic. Córka ministra, któremu zarzuca się nepotyzm, sfotografowana na tle plakatu "Zerżnij mnie jak dziwkę, którą jestem" - to jest cios. Oczywiście sama zainteresowana natychmiast zażądała usunięcia zdjęcia ze strony dziennik.pl i wszystkich innych stron, na których się ono pojawiło. Na jej szczęście, a raczej na szczęście ministrów Rostowskiego i Sikorskiego, sprawa w miarę szybko przycichła i dziś nie zajmują się nią już nikt. No, prawie nikt.

Art.blox postanowił sprawdzić, czyj plakat zniszczył reputację córki ministra. Nie wiemy czy Maja jest fanką sztuki współczesnej i wiedziała, na tle czego się fotografuje, czy po prostu chciała mieć "śmieszne" zdjęcie na pamiątkę. Na pewno zostało ono zrobione w 2007 roku w Berlinie. Autorem prowokacyjnego plakatu jest designer Paul Snowden, który przygotował go na potrzeby odbywającego się wtedy w stolicy Niemiec berlińskiego tygodnia mody. Prosty czarny napis na białym tle, żadnych wskazówek, żadnego wyjaśnienia. Tylko wytrwali i dociekliwi mogli dowiedzieć się, że plakaty, które pojawiły się w kilku miejscach dzielnic Mitte i Kreuzberg, były częścią artystycznej promocji niezależnej marki odzieżowej Wasted German Youth. W specjalnie przygotowanym pomieszczeniu gdzieś na terenie Berlina można było poczuć się jak "zmarnowana niemiecka młodzież" - spojrzeć w lustro z napisem z plakatu i przy dźwiękach techno z początku lat 90. i błyskach stroboskopu spróbować zrozumieć stan ducha klubowej młodzieży.



Projekt Snowdena miał jeszcze jedną odsłonę. Jego proste hasłowe plakaty i instalacje, w tym lustro z napisem "Fuck Me Like The Whore I Am" zostały pokazane w maju 2007 roku na monachijskiej wystawie "The Deconstruction of Capitalism".



Panią Maję Rostowską pozdrawiamy i radzimy uważniej dobierać artystów.
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 89