Dobra i zła sztuka współczesna

Kategorie: Wszystkie | Polska | Świat | Kicz | Street art | Sztuka o... | Wolność sztuki
RSS
poniedziałek, 28 lutego 2011
Banksy nie zdobył Oscara
Szkoda, ale z tego co piszą krytycy "Exit Through a Gift Shop" od samego początku nie miał żadnych szans z genialnym (podobno) zwycięskim "Inside Job" - dokumentem o przyczynach kryzysu finansowego na świecie. Nie dowiemy się pewnie nigdy, czy Banksy był w ogóle na oscarowej gali w Kodak Theatre i czy organizatorzy byli w ogóle przygotowani na ewentualność wręczenia statuetki anonimowemu facetowi w kapturze. Po całej oscarowej przygodzie zostaną tylko te zdjęcia z ulic Los Angeles.



Banksy, 2011, Los Angeles



Banksy, 2011, Los Angeles



Banksy, 2011, Los Angeles



Banksy, 2011, Los Angeles



Banksy, 2011, Los Angeles



Banksy, 2011, Los Angeles



Banksy, 2011, Los Angeles

No dobrze, oprócz zdjęć zostanie także niesamowity kawałek Richarda Hawley'a, który Banksy wykorzystał w czołówce swojego filmu i który na głowę bije wszystkie oscarowe gnioty. Bo dziś wieczorem ulice są nasze!:)

Tagi: Banksy
22:40, strembol
Link Komentarze (16) »
środa, 26 stycznia 2011
Worek pestek słonecznika za 120 tys. funtów? Okazja!
Kiedy pojedyncze porcelanowe pestki słonecznika z instalacji Ai Weiweia w Tate Modern zaczęły trafiać jesienią na brytyjskiego Ebay'a, za każdą sztukę trzeba było zapłacić ok. 10 funtów. Ale to zabawa dla kolekcjonerów-detalistów. Teraz pojawiła się oferta dla hurtowników. 15 lutego na aukcji w Sotheby's zostanie wystawiony worek ze 100 kilogramami pestek chińskiego artysty. Szacowana cena sprzedaży? - 120 tys. funtów.


Ai Weiwei

Guardian policzył, że to prawdziwa okazja - wyjdzie niecały 1 funt za pestkę. Zainteresowanie powinno być ogromne, bo instalacja Ai Weiweia, który słynną Halę Turbin w Tate Modern wypełnił 100 milionami porcelanowych pestek słonecznika, ręcznie malowanymi przez chińskich rzemieślników, okazała się być jednym z największych sukcesów w historii galerii. Spektakularna wizualnie, nabita znaczeniami i zapraszająca do interakcji od pierwszego dnia przyciągnęła tysiące zwiedzających.



Sunflower seeds, Ai Weiwei, instalacja, 2010

Ludzie, którzy jaki pierwsi mieli okazję chodzić po milionach rozsypanych ziaren, zachwycać się misterną rzemieślniczą robotą i - nie ukrywajmy - chować porcelanowe miniaturki po kieszeniach, nie mogli nawet zdawać sobie sprawy, jak bardzo zostali wyróżnieni. Po 48 godzinach dostęp do instalacji zamknięto. I to nie ze względu na znikające pestki, ale w trosce o zdrowie widzów. Okazało się, że chodzenie po porcelanie i jej ścieranie podnosi pył, który w dłuższej perspektywie może być szkodliwy dla ludzkich płuc. Do dziś na pracę Ai Weiweia można patrzeć jedynie przez barierkę.



Sunflower seeds, Ai Weiwei, instalacja, 2010

Dlaczego pestki słonecznika? Bo misternie przygotowywane przez setki rzemieślników w małych chińskich zakładach dodają nowy wymiar pojęciu "Made in China", kojarzonemu z masową i tanią produkcją. Tym razem zamiast telewizorów i smartphonów dały nam Chiny misterne dzieło sztuki. Dzieło dosłownie zalewające milionami miniaturowych - każdy inny! - elementów, kojarzących się bezpośrednio z najliczniejszym na świecie chińskim społeczeństwem. Ale pestki słonecznika to nie tylko metafora, to także dosłowność. Dla milionów chińczyków były w minionym wieku jedynym pożywieniem w czasach głodu, a Mao Tsetung wykorzystywał je w symbolice władzy - na plakatach ludzie (słoneczniki) odwracali się do niego (Słońce) w poszukiwaniu ciepła i przywództwa.



Hala Turbin z instalacją "Sunflower seeds"

Instalację "Sunflower Seeds" możecie oglądać w Tate Modern do 2 maja.
poniedziałek, 24 stycznia 2011
Space Invader w Warszawie?!
Do tej pory projekty francuskiego miejskiego artysty kryjącego się pod pseudonimem Invader inspirowane kultową grafiką z gry komputerowej Space Invaders pojawiły się w 39 miastach na całym świecie. Nie było wśród nich Warszawy. Ale poniższe zdjęcia mogą sugerować, że inwazja na stolicę już się rozpoczęła.



Fot. Strembol

Biały invader pojawił się w cieniu kosmicznej scenerii budowy Stadionu Narodowego na jednym z murków nad kamienną ławeczką na moście Poniatowskim, po jego północnej stronie, tuż obok pierwszej baszty nad Wisłostradą. Pracę niełatwo zauważyć - dla przejeżdżających samochodów jest praktycznie niewidoczna, trzeba pieszo wejść na chodnik na moście.



Fot. Strembol

Artblox od lat przygląda się działalności Invadera i ta warszawska praca na pierwszy rzut oka wygląda na autentyczną. Ale czy na pewno? Na razie na stronie Invadera nie ma żadnej wzmianki o ty, że realizował jakikolwiek projekt w Polsce. Taka informacja nie pojawiła się także na razie na zwykle dobrze poinformowanych street-artowych forach w polskiej sieci.



Fot. Strembol

Zaskakujące jest też miejsce, w którym umieszczono pracę. Jest naprawdę bardzo słabo widoczna. Projekty Invadera, które widziałem w Nowym Jorku, Londynie czy Wiedniu zdecydowanie bardziej rzucają się w oczy, umieszczone są przeważnie na ruchliwych ulicach.



Fot. Strembol

Dodatkowo nie zdarzyło się, żeby w którymkolwiek mieście na świecie pojawiła się zaledwie jedna praca Invadera. Zawsze jest ich co najmniej kilka. Dlatego jeśli widzieliście lub słyszeliście o innym Space Invaderze na warszawskiej ulicy, dawajcie koniecznie znać w komentarzach. Miejmy nadzieję, że nie jest zwykła podróbka autorstwa kogoś, zafascynowanego Invaderem po obejrzeniu "Exit Through a Gift Shop" Banksy'ego. Stay tuned.



Fot. Strembol

P.S. Paula - dzięki za cynk!

środa, 29 grudnia 2010
Po co w Rwandzie znaczki z zimowej olimpiady?
Pamiętacie do czego zdolna jest najlepsza z dziewczyn? W święta zaatakowała znowu! Pod choinką art.bloxa znalazła się świetna sygnowana praca Janka Simona z jego wakacyjnej wystawy w Rastrze zatytułowanej "Morze".



Janek Simon, 2010

To zestaw sześciu znaczków pocztowych wydanych z okazji zimowych igrzysk olimpijskich w Sapporo przez... afrykańską Republikę Rwandy. Pokazując te znaczki Simon z charakterystyczną dla siebie przewrotnością i oryginalnością obnaża symbolicznie charakter postkolonialnych relacji krajów rozwiniętych z tzw. trzecim światem. Polacy mogą pamiętać olimpiadę w Sapporo ze względu na szczęśliwy złoty medal skoczka Wojciecha Fortuny, ale mieszkańcy Rwandy? Im trudno pamiętać z tych igrzysk cokolwiek, ponieważ nie brali w nich udziału (podobnie jak w żadnych innych zimowych igrzyskach w historii).

Po co zatem Rwandzie znaczki z bobsleistami? Dla zaspokojenia potrzeb europejskiego przemysłu filatelistycznego. Poszedłem tym tropem i sprawdziłem - takie kolekcjonerskie edycje wydawane są od lat przez egzotyczne państwa ewidentnie ku uciesze zbieraczy z bogatych krajów północy. To nie tylko Rwanda - to także Togo, Liberia, Paragwaj, Jemen i wiele innych. Janek Simon FTW!

Dzięki kit!
22:24, strembol
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 grudnia 2010
Wesołych Świąt!
Drodzy czytelnicy, wspaniałych Świąt i wszystkiego, czego sobie życzycie! Obrazek na dziś to fragment instalacji z 2006 roku z robionej m.in przez Banksy'ego imprezy "Santa's Ghetto". Nie muszę pisać czyj to pasek.


Tagi: Banksy
09:43, strembol
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 87