Dobra i zła sztuka współczesna

Kategorie: Wszystkie | Polska | Świat | Kicz | Street art | Sztuka o... | Wolność sztuki
RSS
niedziela, 03 listopada 2013
Banksy w Nowym Jorku - 10 najlepszych prac z miesiąca, który przejdzie do historii

Kiedy wydawało się, że Banksy pokazał już światu co miał najlepszego, kiedy wydawało się, że jest już tak znany, że może odcinać kupony i z zacisza swojej anonimowości śledzić kolejne rekordy cenowe swoich prac, przyszedł październik. I znowu wszystko się zmieniło. Bo petarda, którą podłożył Banksy, wybuchła jeszcze głośniej niż zwykle. W jaki sposób w 31 dni graficiarz z Bristolu zamienił najbardziej niezwykłe, najbardziej konkurencyjne, najbardziej artystyczne miasto świata w swoje prywatne podwórko? Jak udało mu się utrzymać w tajemnicy ogromną artystyczną akcję rozgrywającą się od początku do końca na ogólnodostępnych ulicach? Jak wreszcie udało mu się nie zostać złapanym przez policję, media i tysiące podążających jego śladami fanów?

Prostota pomysłu zachwyca - 31 dni, 31 prac, każda inna, każda w innym miejscu miasta, każda ujawniana dzień po dniu, każda dostępna dla wszystkich. Banksy nazwał to nowojorską "rezydencją". Artystyczna rezydencja kojarzy mi się z krążącymi między galeriami "stypendystami", którzy przez miesiące pracują w nowym dla siebie miejscu (wiecie, np. w baszcie CSW) a efektem ich działania jest jakaś praca/wystawa, którą oglądają... No właściwie trudno powiedzieć kto ogląda. Dlatego "rezydencja" Banksy'ego się wyróżnia - on nie przyjechał do Nowego Jorku popracować, przyjechał się wystawić. A pracę domową odrobił wyjątkowo solidnie. Kto wie, czy nie był to jego najważniejszy/najlepszy miesiąc w karierze.

Zabawa w codzienne odkrywanie niespodzianek na ulicach Nowego Jorku skończyła się, wszystkie karty są już na stole. O kilku pracach czytaliście zapewne już na portalach i w gazetach. Spośród wszystkich 31 wybrałem 10, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Najlepsza jest oczywiście na końcu listy. Jeśli macie uwagi do mojego wyboru, podajcie swoje typy w komentarzach. Tadam!

10.


Czy można się lepiej przedstawić? Jedna z pierwszych prac. W jednym wrzucie wyrażone to, na co Sting potrzebował całej piosenki "Englishman in New York". Genialne.

9.



Jedyna praca, którą można było zobaczyć tylko w sieci. Ponad 6 mln emisji na YouTube. Absolutne zaskoczenie, wybitny pomysł, świetna realizacja, Banksy udowadnia, że dawno wyrósł z prostych szablonów, które przyniosły mu sławę. Dawno nikt w tak przewrotny sposób nie zabrał głosu w temacie konfliktu cywilizacji.

8.


Świetny pomysł - cała nowojorska akcja Banksy'ego odbywała się pod hasłem "Better Out Than In" (Lepiej na zewnątrz niż wewnątrz). Gdyby ktoś jednak tęsknił do klimatu galerii sztuki, prestiżu, jaki ona daje, Banksy wyprowadził galerię na ulicę. Pod High Lane na Manhattanie zaaranżował galeryjne warunki: wiszące płótna, ławeczkę, barierki, dywan i strażnika (nie widać ich na zdjęciu). Zabawa jak zwykle prosta, ale trafiona w punkt.

7.




Kolejny pomysł, który uderza oryginalnością. Krążąca po mieście ciężarówka zakładu rzeźniczego, w której zamiast zwierząt znalazły się wyjące pluszowe maskotki. Niepokojące, dotykające naszych moralnych wyborów i postrzegania zwierząt. I po prostu spektakularne.

6.


Klasyczny zaskakujący Banksy. Chłopczyk z dobrego domu wrzucający na ścianę napis "Ghetto na całe życie". Cudowne pomieszanie światów, klas społecznych i pytanie o ich prawdziwe oblicze.

5.


Fantastyczne i proste. Jedna z prac, które nierozerwalnie łączą się z miejscem, w którym zostały zrobione. Uliczne napisy wzięte w metaforyczny nawias po dodaniu przy nich standardowego broadwayowskiego "The musical". Niezwykły dowód jak Banksy'emu udaje się zachować dystans do ulicznych ruchów, z których wyrósł i z którymi jest kojarzony.

4.


To już superliga. Kiczowaty landszaft kupiony w sklepie z rupieciami po małej "ingerencji" oddany ponownie do sklepu i finalnie sprzedany z ponad 600 tys. dolarów. To oczywiście nie pierwszy klasyczny obraz przerobiony przez Banksy'ego. Tym razem niezwykły jest kontekst i tytuł - mężczyzna w mundurze nazisty spoglądający na górski krajobraz - wizerunek, który bez problemu znalazłby się w "ofercie" nazistowskiej propagandy. Tytuł "Banalność banalności zła" - nawiązujący do słynnego sformułowania "banalność zła" użytego po raz pierwszy przez Hannę Arendt opisującą proces Adolfa Eihmanna.

3.




Fajerwerk. Instalacja na Houston Street, która na żywo musiała robić gigantyczne wrażenie. Banksy odkurza średniowieczny motyw "tańca śmierci". Kostucha w samochodziku z wesołego miasteczka, zabawa i śmierć, to co niskie i to co wysokie. Idealna reinterpretacja wizji, w temacie której wydawałoby się nie ma już nic do powiedzenia. I ta kosa zastępująca pałąk, którym samochód połączony jest z siatką z prądem. No mistrz. Plus zwróćcie uwagę na niesamowity muzyczny gust Banksy'ego. W wideo zapowiadającym tę akcję wykorzystano piosenkę "(Don't Fear) The Reaper" amerykańskiej kapeli Blue Oyster Club z 1976 roku. Nie mogę się od niej oderwać przez kilka ostatnich dni. To nie pierwszy raz kiedy Banksy "odkurza" wartą uwagi piosenkę. Polecam "Tonight The Streets Are Ours" Richarda Hawley'a, która pojawiła się w czołówce filmu Banksy;ego "Exit Through A Gift Shop".

2.




Akcja, która przebiła się do masowych mediów. GENIALNE zagranie na ludzkiej chciwości. Czy ktoś po obejrzeniu tego wideo nie zapytał się z myślach "Dlaczego nie ja?!". Dla porządku - przy Central Parku na jeden dzień pojawiło się stoisko z szablonami Banksy'ego. ORYGINAŁAMI za 60 dolarów sztuka. Prawdziwa cena rynkowa każdej z tych prac to co najmniej kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Pomysł genialny bo nikt nie mógł spodziewać się, że to oryginały, podobnych stoisk prowadzonych przez ludzi próbujących zarobić na fenomenie Banksy'ego są dziesiątki w wielu miastach świata. Znów wraca pytanie - czy "oryginalność" dzieł sztuki ma znaczenie? Przecież te prace nie różniły się niczym od tych, sprzedawanych na innych ulicznych straganach. Czy jakość pracy definiuje cena? Fenomen tej "prowokacji" Banksy'ego polega na tym, że zorganizował ją blisko nas, każdy przechodzień mógł wziąć w tym udział, dziś setki ludzi, którzy ominęli to stoisko są w szoku, jak mogli przegapić okazję życia. A Banksy znów udowodnił, że potrafi być naprawdę blisko, a mimo to pozostać niezauważony.

1.


Mój NUMER 1. Praca skromna, prawie niewidoczna i w porównaniu z wieloma wcześniejszymi banalna. Jednak to jest właśnie magiczne dotknięcie Banksy'ego. Nowy Jork, WTC, największa i ciągle niezabliźniona rana. Zwykły kwiat wsadzony w szczelinę w murze wyglądający jak wybuch uderzającego samolotu. Tak proste, tak mocne. Brak słów.

Do zestawienia nie załapała się praca, której Banksy'emu nie udało się zrealizować, a miała niesamowity potencjał. Chodzi o artykuł, który artysta wysłał do New York Timesa z prośbą o publikację na stronach z opiniami. Tekst był ostrą krytyką wieżowca budowanego obecnie na miejscu wież WTC. Banksy zamieścił treść tekstu w sieci, niestety New York Times odmówił publikacji. 

Wszystkie prace z nowojorskiej rezydencji Banksy'ego zobaczycie na stronie banksyny.com
środa, 22 maja 2013
Nie drogie Google, to nie jest Muzeum Sztuki Nowoczesnej
Nowa funkcja Google sprawia, że nie trzeba już wchodzić na niektóre strony bo sama wyszukiwarka mówi nam to, co według niej może być nam potrzebne. Bądźcie jednak czujni, bo może się okazać, że warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej może wyglądać tak:



Powiększamy to zdjęcie po prawej:



Wyjaśniam tym, którzy zaczęli mieć wątpliwości - to nie jest budynek Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Więcej - to nawet nie jest hipermarket Carrefour. Jak pewnie sporo z Was pamięta, to prześmiewcza wizualka, która krążyła w sieci po ogłoszeniu wyników konkursu na budynek muzeum. Budynek na ilustracji to pierwsza wersja projektu Christiana Kereza z szyldem Carrefoura, który miał wyśmiewać pudełkowatość i banalność gmachu.

Drogie Google - gmachu nie ma i nie zanosi się, żeby w najbliższym czasie miał się pojawić. Na pewno nie będzie to gmach projektu Christiana Kereza (tym bardziej z logo Carrefoura), bo miasto zerwało z nim umowę. MSN rozgościło się w leżącym niedaleko budynku Emilia i kilka dni temu otworzyło największą dotychczas programową wystawę swojej kolekcji "W sercu kraju". Obecna siedziba wygląda tak:



Poprawcie to.
czwartek, 16 maja 2013
Mamy nowy neon dla Warszawy. Tylko proszę, nie spieprzmy tego
A może już spieprzyliśmy? 


Magdalena Czapiewska i Karol Murlak z designlab ze swoim zwycięskim projektem

Finał konkursu Muzeum Neonów i RWE Polska był dość dramatyczny. Dzień przed końcem prowadził projekt +48 22, kilka godzin przed końcem projekt "MIŁO CIĘ WIDZIEĆ", a finalnie ze sporą przewagą wygrały "Warszawskiego słoiki". Ja już pisałem, według mnie najfajniejszy projekt (bo wierzę, że +48 22 zawiśnie i tak dzięki energicznym działaniom ludzi z państwomiasto). Słoiki wygrały i się zaczęło. Głosy sympatii, których na stronie głosowania było co najmniej kilkadziesiąt zostały przysypane oburzeniem, marudzeniem, zdziwieniem, niedowierzaniem i czym jeszcze tylko chcecie to nazwać. I kilka rzeczy w tym miejscu warto sobie (im) chyba wyjaśnić:

1. To był konkurs na NEON DLA WARSZAWY (oficjalna nazwa). Na pierwszy od dawna neon, który nie jest szyldem Biedronki, nie jest klasyczną reklamą, ale znakiem, gestem, czymś dekoracyjnym lub jakkolwiek inaczej rozumianym urozmaiceniem miejskiej przestrzeni. Tu nikt nie napinał się na NOWY SYMBOL WARSZAWY, ta fraza zaczęła niespodziewanie dominować w dyskusji o słoikach i zasłoniła cały sens pierwotnego pomysłu.

2. Słoiki nie mają zastąpić Syrenki ani Pałacu Kultury! Wiele jest głosów oburzenia (szczególnie od "prawdziwych" warszawiaków), że "przecież Warszawa ma już symbole" i po co wymyślać coś nowego. Po przeczytaniu punktu nr 1 powinno być jasne, dlaczego ten zarzut jest bez sensu. I rozumiem dlaczego jury zdecydowało, żeby do finałowej piątki nie trafiły neonowe wersje warszawskich syrenek albo Pałace Kultury ze szklanych rurek. Po co robić neon czegoś, co już mamy! Jaki sens ma robienie neonowych wież Eiffla i Manneken Pisów?

3. Absolutnie nie rozumiem pytania "Co słoiki mają wspólnego z Warszawą?". Gratuluję oburzonym autorom  życia w zupełnej nieświadomości czym jest dzisiaj Warszawa, jaką ma tożsamość, problemy, wyzwania i zalety. Można nie lubić określenia "słoiki", ale udawać, że to nie jest jedno ze słów kluczy do dzisiejszej tożsamości stolicy to hipokryzja. Get real.

4. Jak to z głosowaniami u nas bywa, wiele głosów negatywnych bierze się z tego, że jesteśmy niezadowoleni, że nie wygrał NASZ faworyt. O co tu chodzi?! Czy naprawdę wszędzie musi opozycja wobec czegoś? Trzy finałowe projekty (bączkowi i kuli dziękujemy) były równie ciekawe, każdy inaczej, każdemu można coś zarzucić, każdy za coś pochwalić. I szczerze mówiąc mam cichą nadzieję, że poza zwycięskimi słoikami uda się zrealizować projekt +48 22, a MIŁO CIĘ WIDZIEĆ zawiśnie gdzieś nad Wisłą jako prezent dla Warszawiaków od miasta.

5. Trudno uwierzyć, że słoiki uwolniły u niektórych chore temperamenty polityczne. Na profilu prawicowego Tygodnika "Do Rzeczy" pojawił się wpis o wynikach konkursu z komentarzem w stylu: HGW zamienia syrenkę na słoiki! i klasyczne oszołomskie larum podszyte ideologiczną wojną PiS-u z PO. To chore. Serio

6. Bardzo sensownie mówi o swoim projekcie współautor słoików Karol Murlak w wywiadzie dla Gazeta.pl: - Miasto, z którym się utożsamiam, zawiodło mnie nie dlatego, że części mieszkańców nie podobał się nasz projekt. Rozczarował mnie trochę sposób i powód w jaki go potraktowano. W moich rodzinnych stronach, w Lublinie, mówię, że dlatego lubię Warszawę, bo jest otwarta i liberalna. Okazało się, że to nie do końca prawda.

7. Mało mówi się w  komentarzach o naprawdę udanym projekcie graficznym słoików, który w delikatny, subtelny sposób nawiązuje do estetyki najlepszych czasów warszawskich reklam świetlnych. Te słoiki są bardzo "barowomleczne". Nie epatują, nie walczą o uwagę. Mogą zawisnąć w każdym miejscu i dla wielu osób mogą być śladem po zamkniętym niedawno sklepie. Ta niejednoznaczność to ogromna zaleta tej pracy. To świetne móc zabrać kogoś kto przyjeżdża do Warszawy i pokazać mu coś nieoczywistego, coś współczesnego, zawierającego w sobie jakąś opowieść o nas samych. Tak jest z tym projektem

Udało się zrobić coś fajnego. 450 autorów wysłało swoje prace. Dziesiątki osób firm i instytucji zaangażowało się, żeby warszawiacy mogli wybrać neon, który urozmaicałby miasto. 14 tys. osób oddało swoje głosy na najlepsze projekty. Teraz mogą one powstać. Naprawdę, nie spieprzmy tego. Nawet jeśli się w czymś różnimy. Pogadajmy dlaczego te trzy niewinne słoiki wywołały całkiem sporą dyskusję. I chociażby dlatego warto je na mieście powiesić. Żeby móc prowadzić ją stojąc pod nimi.

*autor jest warszawiakiem ze Śwódmieścia/Woli

[AKTUALIZACJA] Fajnie, że pani prezydent HGW neon też się podoba. Mam tylko nadzieję - biorąc pod uwagę ostatnio nie najlepszą passę - że jej dobre słowo nie będzie dla tego projektu i jego odbioru wśród warszawiaków pocałunkiem śmierci.
19:38, strembol
Link Komentarze (3) »
środa, 08 maja 2013
Będzie nowy neon w Warszawie! Możecie wybrać jaki (a ja mam nadzieję, że wybierzecie WŁAŚCIWIE)
W ramach nieregularnej reaktywacji art.bloxa dziś wpis o świetnej akcji zaprzyjaźnionego Neon Muzeum, które razem z RWE (nie bójmy się pisać o tych, którzy dają pieniądze na fajne projekty) ogłosiło konkurs na nowy neon dla Warszawy. Pomysł prosty i idący pod prąd wieszaniu wyłącznie neonów-reklam, łączący oryginalną PRL-owską ideę neonu jako drogowskazu, miejskiej nawigacji i elementu porządkowania przestrzeni z ideą ulepszania jakości współczesnych miast poprzez sztukę i artystyczne instalacje. 

Pomysł chyba się spodobał. Przyszło ponad 450 prac, z których jury (a w nim przedstawiciele muzeum, miasta, ASP, Instytutu Wzornictwa, sponsorów etc.) wybrało 5 finałowych projektów, na które do 15 maja można głosować na Facebooku Neon Muzeum. I najważniejsze - neon, który wygra głosowanie, zostanie ZREALIZOWANY I ZAWIESZONY. Skoro jest szansa, żeby miasto na stałe dostało kolejny fajny symbol, warto wziąć sprawę w swoje ręce i upewnić się, że nie będzie to jakaś fatalna kolorowa kula (o tym poniżej). Stąd mój subiektywny przegląd finałowych prac. Przeczytajcie, przetrawcie i zagłosujcie. Nie zostawiajmy wyników przypadkowi.

1. Warszawskie słoiki. Autorzy: Designlab - Magdalena Czapiewska, Karol Murlak



Bez ogródek - mój faworyt. Przy okazji projekt budzący najwięcej kontrowersji. W komentarzach pod głosowaniem ludzie pytają i oburzają się: "Jak takie coś może być symbolem Warszawy?", "Obcokrajowcy nic nie zrozumieją!", "Przecież to obraża przyjezdnych!". To wyjaśnijmy kilka kwestii. Po pierwsze - to nie ma być neon SYMBOLIZUJĄCY WARSZAWĘ (wszystkie wersje warszawskiej Syrenki, Pałacu Kultury i samochodu Warszawa etc. odpadły w pierwszej kolejności i nie miały szans na wejście do finału. I słusznie - po co po raz kolejny odkrywać symbole, które już mamy) tylko NEON DLA WARSZAWY. I ten projekt doskonale dotyka tego, czym Warszawa jest dzisiaj - miastem napędzanym niepisanym konfliktem i fascynacją między rodowitymi warszawiakami a przyjezdnymi "słoikami". Symbol "Słoików" nie ma w sobie nic obraźliwego - przeciwnie, to inteligentne, a jednocześnie bardzo proste nawiązanie do prawdziwego oblicza dzisiejszej Warszawy. Rodzaj hołdu albo mrugnięcia okiem (jak kto woli) w kierunku tych, którzy w Warszawie się nie urodzili a tworzą siłę tego miejsca. Po drugie - wreszcie coś symbolicznego, coś co zmusza do opowiedzenia kawałka wspólczesnej historii a nie jest tylko pustym wizualnym gestem. Kontekst się liczy, kontekst! I po trzecie - to naprawdę udany graficzny projekt - w dziwny sposób nowoczesny a jednocześnie nawiązujący do najlepszych tradycji estetyki PRL-owskiego projektowania neonów. 

Naprawdę Warszawa zasługuje na coś tak inteligentnego, masowego i aktualnego zarazem. Ja już zagłosowałem. W tej chwili "Słoiki" mają ponad 600 głosów i niewiele brakuje im do pierwszego miejsca.

2. +48 22 - grupa projektowa LINIAPROSTA - Krzysztof Lewandowski, Piotr Nowocień



Gdyby nie słoiki, nie miałbym wątpliwości, bo to także świetny projekt. Ma wielką zaletę - jest hiperwarszawski w skromny, nienachalny sposób. Bardzo inteligentne. Aż dziwne, że nigdy nic podobnego na ulicach Warszawy jeszcze się nie pojawiło. I zwróćcie uwagę na miejsce - ściana nad drzwiami bardzo miastotwórczego i prowarszawskiego lokalu Państwomiasto Grześka Lewandowskiego - idealny strzał. Czcionka - także znakomita. Dlaczego zatem nie zagłosowałem na ten projekt? Bo jestem przekonany, że ma szanse powstać bez zwycięstwa w tym konkursie. Jest uroczy, nieduży, mało kłopotliwy i mam dziwne przeczucie, że Państwomiasto dobrze się nim w razie porażki zaopiekuje. I trzymam za to kciuki, bo ten neon zdecydowanie powinien zaświecić.

3. Miło Cię widzieć - Mariusz Lewczyk



Trzeci z udanych projektów. Największy, najbardziej spektakularny, prawdopodobnie najbardziej masowy. Jednak równocześnie zaledwie sympatyczny, poprawny i z gatunku tych, które mogłyby zawisnąć zawsze i wszędzie. Ma jedną sporą wadę - autor zaproponował umieszczenie go na przęsłach mostu Poniatowskiego, co w założeniu jest moim zdaniem skazane na porażkę. Most Poniatowskiego jest najbardziej ozdobnym ze wszystkich mostów Warszawy. Szczególnie w nocy wygląda naprawdę imponująco i żadna dodatkowa biżuteria nie jest mu potrzebna. Co nie znaczy, że kierunek Wisła jest zły - wręcz przeciwnie. Wyborażam sobie, że tysiące warszawiaków łatwo zakochałoby się w takim neonie, który witałby/żegnałby tych jadących z Centrum na Pragę i na odwrót. Skoro jednak nie Poniatowski to co? Zostawiłbym w spokoju mostu i pomyślał nad umieszczeniem napisu po prostu na praskim brzegu Wisły, na wysokości przyszłych wyremontowanych bulwarów nadrzecznych po śródmiejskiej stronie. Widok z praskiego brzegu Wisły jest imponujący - Starówka, wieżowce - jest na co popatrzeć. Widok z zachodniegu brzegu Wisły (szczególnie wieczorem) jest żaden - haszcze urozmaicone od niedawna bryłą Stadionu Narodowego. Neon MIŁO CIĘ WIDZIEĆ mógłby być dla spędzających letnie wieczory nad Wisłą fajną atrakcją.

4. Wirujący bączek - Paulina Karwowska



I na tym skończyły się ciekawe projekty. Teraz dwa, których pojawienia się w finałowej piątce nie rozumiem. I o ile wirujący bączek ma jeszcze jakieś walory wizualne, mógłby na jakimś placyku albo w parku wyglądać zabawnie, to poniższa kolorowa kula, to jakiś horror. Wróćmy jednak do bączka - dlaczego nie on? Bo nic nie znaczy, tonie w paplaninie infantylnych opisów o "dawaniu się ponieść szaleństwu". Nie nabierajmy się na takie banały. Warszawa bez bączka nic nie straci, a z nim nic nie zyska. Nawet dzieci się nie pobawią bo rurkę stłuką. Same wady.

5. Sieć powiązań - Paweł Żołyński



Horror. Nie życzyłbym tego nawet Radomiowi*.

Wybierajcie swojego faworyta, głosujcie, dyskutujcie. Każdy projekt z pierwszej opisanej trójki nie przyniesie Warszawie wstydu. A jeśli chcecie zobaczyć, czy jury naprawdę nie mogło wybrać do finałowej piątki nic lepszego niż kolorowa kula, przyjdźcie do Neon Muzeum w Soho Factory w Noc Muzeów 18 maja - będzie wystawa wszystkich zgłoszonych prac. Jest wśród nich co najmniej jedna, bardzo warszawska, którą na pewno warto zobaczyć (jeśli uda się zdobyć zdjęcie specjalnie dla Was, wrzucę je w tym wpisie).

[AKTUALIZACJA] Udało się zdobyć projekt neonu, o którym pisałem wyżej. Autorzy to ponownie Liniaprosta. Tytułu chyba nie muszę podawać. Ani powodów, dla których ta praca nie trafiła do finału i raczej nigdy nie zawiśnie. A szkoda. Świetny pomysł.





* Oczywiście przesadzam, ale powiedzmy sobie jasno - tak jak Radom nie jest dynamiczną metropolią, tak ten projekt nie ma w sobie nic, co przemawiałoby za oddaniem na niego głosu. Serio - nie ta liga.
piątek, 07 grudnia 2012
Hitler na Próżnej - zaklejona twarz, zaklejone ręce, inny garnitur. Mamy zdjęcie

W poprzednim wpisie o poruszającej instalacji Maurizio Cattelana na ul. Próżnej pisałem: "Podobno przerwy w ogrodzeniu załatano, a sam płot podwyższono tak, żeby nie dało się nic zobaczyć. Więcej, podobno dla pewności zaklejono/zasłonięto (tu relacje się różnią) figurce twarz".

Teraz już wiem, że przekreślenie powinno zniknąć. Podobnie jak słowo "podobno", bo dzięki czytelnikowi art.bloxa o pseudonimie "filut_fiu" mam zdjęcie, na którym dokładnie widać, jak praca Cattelana na Próżnej wygląda naprawdę.

Fot. filut_fiu

Nie ma szans, żeby rozpoznać klęczącą postać. Utrudnia to nie tylko płot od strony podwórka, ale też taśma klejąca lub folia, którą twórcy instalacji zakleili całą twarz figury.

Fot. filut_fiu

Więcej, całkowicie zaklejone są też ręce złożone w geście modlitwy. Nie ma żaednych szans, żeby zobaczyć oryginalny kontekst tej pracy.

Fot. filut_fiu

Pytanie - po co? Jak pisałem instalację Cattelana można zobaczyć jedynie przez niewielki otwór w bramie od strony ul. Próżnej. Klęczącą sylwetkę widzimy od tyłu. Od strony podwórka widoczność jest ograniczona, nie można tam wejść, a według moich informacji organizatorzy wystawy podwyższali i uszczelniali płot, żeby modlącego się Hitlera nie można było zobaczyć od przodu. Ale dlaczego zaklejono mu twarz i ręce? Z powodu strachu przed wandalami lub ideologicznym szaleńcem? Obawiano się, że ten widok może być zbyt prowokujący i powtórzy się scenariusz z Zachęty, gdy posłowie LPR "uwalniali" figurę Jana Pawła II spod meteorytu? A może chodziło po prostu o zabezpieczenie rzeźby przed śniegiem, deszczem i mrozem? Tyko w takim razie dlaczego nie zabezpieczono całej twarzy - ucho figury jest odkryte.

Zwróćcie też uwagę, na jeszcze jeden szczegół, którego od strony ul. Próżnej nie da się zauważyć - na garnitur.

To z całą pewnością inny garnitur niż ten, który znamy ze wszystkich wcześniejszych prezentacji rzeźby Cattelana. Bardziej czy mniej pasujący - to bez znaczenia. Ważne, że inny. Dlaczego? Dlaczego ikoniczne dzieło sztuki, które możemy zobaczyć w Warszawie jest nie do końca tym samym dziełem, które oglądał wcześniej świat? Rozumiem kontekst i charakter miejsca, rozumiem trudności, ale mam nadzieję, że CSW wyjaśni co się stało, bo ostatnia rzecz, której chcieliby fani sztuki, to spekulacje, czy to na pewno jest oryginalny "On".

Podziękowania dla czytelnika filut-fiu za możliwość opublikowania zdjęcia.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 89