Dobra i zła sztuka współczesna

Blog > Komentarze do wpisu
Dwurnik na Wawelu, Murakami w Wersalu

Dwa różne miejsca, dwie różne wystawy, dwaj różni artyści, a ile podobieństw. Prosty schemat, który zawsze wywołuje dyskusje i kontrowersje - współczesny artysta wpuszczony do historycznego miejsca, szokujący zestawieniem tego co nowe i stare, tego co aktualne z tym co klasyczne. Przewidywalne głosy, przewidywalne reakcje i łatwo przewidywalny sukces. Sukces, będący owocem odwagi nie tyle artysty, co gospodarza miejsca, które zaprasza go do środka.

W zamku na Wawelu trwa wystawa Edwarda Dwurnika "Bitwy pod Grunwaldem", a w podparyskim Wersalu właśnie kończy się prezentacja współczesnych rzeźb słynnego Takashi Murakamiego. O ile Wersal "mierzy się" z nowoczesną sztuką po kolejny, o tyle we współczesnej historii Wawelu to pierwszy taki przypadek. I trzeba przyznać przypadek dość niezwykły.


Bitwa pod Grunwaldem, Edward Dwurnik, 2010

Pozostanie tajemnicą, jak Annie Marii Potockiej, kuratorce wystawy a jednocześnie dyrektorce krakowskiego MOCAKA, udało się przekonać ludzi z zamku, żeby w jego murach powiesić epickie wizje Dwurnika. Pokazać na Wawelu, w kilka miesięcy po pochowaniu tam pary prezydenckiej, współczesne obrazy, które reinterpretują matejkowską klasykę i ogrzewają się w blasku ich sławy - nie lada sztuka. Ewidentnie nie szukał Dwurnik w swoich plótnach byle pretekstu do prowokacji, ale specjalnie się jednak nie hamował i dał kolejną próbkę swojego zadziornego ludycznego stylu. W "Bitwie pod Grunwaldem" zamiast średniowiecznej batalistyki widzimy współczesną, bliżej nieokreśloną naparzankę. Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kto i nie wiadomo z kim. Chaos i szaleństwo. Rzucanie "kurwami" i wieszanie na szubienicach. Obraz z pewnością zyskuje na żywo (widziałem tylko reprodukcję, a oryginał ma prawie 4,5 metra szerokości!), bo to co ciekawe dzieje się w detalu. Jeśli porzucimy na chwilę widok z lotu ptaka, a raczej powinienem napisać "z kamery Błękitnego 24", zauważymy na przykład, że część walczących okłada się krzyżami.


Bitwa pod Grunwaldem, Edward Dwurnik, 2010 (fragment)

To nie przypadek, Dwurnik przyznał, że krzyże pojawiły się na obrazie zaraz po zamieszaniu ze smoleńskim krzyżem przed Pałacem Prezydenckim. "Te symbole dołożyłem w ostatnich tygodniach (...). Zawsze realizowałem malarstwo w odniesieniu do współczesności, biorąc pod uwagę aktualne wydarzenia polityczne" - mówi autor.

Kto wie, czy nawet nie ciekawszy jest dwurnikowy "Hołd Pruski", który - uwaga - wisi w jednej sali z matejkowskim oryginałem. Kompozycja podobna, ale bohaterowie zupełnie inni. Grupa mężczyzn sika z podwyższenia na klęczących ludzi ubranych w niemieckie mundury (tak piszą ci, którzy widzieli obraz na żywo). Na płótnie pojawiają się szalikowcy (widać), stańczyk (też widać) oraz skoczkowie narciarscy i... papież (nie widać - znów posiłkuję się relacją widzów).

Hołd Pruski, Edward Dwurnik, 2010

Protesty? Brak! Co się stało, że Dwurnik na Wawelu, malujący wojnę na krzyże, topiący w charakterystycznym dla siebie pruskim błękicie nasze narodowe symbole i mity, przeszedł prawie niezauważony? Pojedyncze głosy oburzenia to nie to samo, co demonstracje, listy protestacyjne i niszczenie dzieł sztuki. Przypadek? Przeoczenie? A może od czasów, kiedy Daniel Olbrychski ciął szablą portrety na wystawie "Naziści" Piotra Uklańskiego w Zachęcie, a władze Bielska-Białej zamknęły wystawę Davida Cerny'ego coś się jednak w postrzeganiu sztuki zmieniło?

Protesty nie ominęły za to wystawy Murakamiego w Wersalu. Niepodrabialne rzeźby słynnego Japończyka, który wprowadził na salony sztuki współczesnej estetykę anime, wywołały nie tylko kontrowersje wśród odwiedzających, ale skłoniły potomków Ludwika XIV do wystosowania oficjalnego listu z żądaniem zamknięcia ekspozycji, która nie licuje z historią miejsca i wystawianymi tam na stałe barokowymi dziełami sztuki. Apel nie przysporzył Murakamiemu i Wersalowi kłopotów, a raczej zapewnił darmową reklamę. Co nie zmienia faktu, że władze wersalskiego muzeum potraktowały głosy niezadowolenia bardzo poważnie. Polecam obejrzenie na oficjalnej stronie Wersalu kilku nagrań wideo, na których dyrektor pałacu odpowiada na pytania widzów zaskoczonych wystawą Murakamiego. Dyrektor tłumaczy na przykład, dlaczego rzeźby Japończyka to nie pornografia i przypomina, że mieszkańcy Wersalu nie byli w przeszłości świętoszkami. Urocze.


Oval Budda, Takashi Murakami, 2007-2010


Kaikai Kiki, Takashi Murakami, 2000-2005


Flower Matango, Takashi Murakami, 2001-2006


Kaikai Kiki, Takashi Murakami, 2000-2005


The Emperor's New Clothes, Takashi Murakami, 2005


Tongari-Kun, Takashi Murakami, 2003-2004

sobota, 11 grudnia 2010, strembol
Lubisz art.bloxa? Polub go na Facebooku

Polecane wpisy

Komentarze
2019/02/18 14:54:15
Nigdy nie przyglądałam się aż tak temu dziełu żeby zobaczyć krzyże o których mówisz. Ciekawe spostrzeżenie, dziwne też to uczucie widzieć coś kilka razy i nie spostrzec takiego banału.
-
2019/02/18 14:55:21
Rzeźby nie powinny być w żaden sposób cenzurowane także wielkie brawa dla dyrektora obiektu bądź tych rzeźb. Chwała za to że nie próbował przy nich majstrować.